W dniu wczorajszym miałem silną gorączke, bóle w klatce piersiowej przy oddychaniu i biegunkę, oczywiście w przychodni centrum ani w ośrodku zdrowia nie było już miejsca, więc zadzwoniłem i udałem się do naszego cudownego szpitala, gdzie po około 1,5 godz. oczekiwania na przyjście doktora zostałem potraktowany jak zwykły śmiec który niepotrzebnie zawraca gitare. dr osłuchał mnie stwierdził, że nie jestem w stanie zagrożenia życia i wysłał do apteki po ferweks albo gripex, to jest właśnie fachowa pomoc lekarska dla człowieka który uczciwie pracuje i odprowadza składki na pensje pana doktora. Wychodzi na to ,że lepiej traktowany jest pijak z rozbitą głową któremu od ręki wykonują serie badań i nie odsyłają go do domu. Na szczęście wraz z żoną udało nam się dotrzec do nieznanej nam wcześniej przychodni MELISA gdzie Pani Dokor po przebadaniu mnie i wykonaniu EKG przepisała mi torbę leków na zatrzymanie biegunki, uzupełnienie soli mineralnych, zbicie gorączki oraz antybiotyk, i skierowała na badania krwi, do sprawy podeszła bardzo fachowo i bez żadnej łaski.
Tak, pogotowie ratunkowe na terenie szpitala w Minsku Mazowieckim to najgorszy punkt medyczny tego typu, jaki w zyciu spotkalam!
Trafilam tam w wakacje 2010 roku z zapaleniem ostrym zoladka, nie moglam wyprostowac sie, chodzic, samodzielnie umyc.Nie naleze do osob ze sklonnosciami do hipohondrii, placowka byla dla mnie jedynym rozwiazaniem, bo przenikliwy bol nie mijal od kilku dni, a na codzien mieszkam poza granicami kraju, dlatego zdana bylam na szukanie tam ratunku. Po oczekiwaniu 3 godzin w kolejce, z powodu wadliwej rejestracji pacjentow przez recepcjonistki w okienku wybitym wysoko w scianie, przyjeta zostalam przez wytapetowana babe (trudno mi wspominac te pania jako kobiete), ktora najpierw zaczela mnie wypytywac, co robie, gdzie mieszkam, zaintrygowana faktem, ze nie mam ubezpieczenia w Polsce. Dla mnie byla to wylacznie wiadomosc o charakterze administracyjnym ale w ustach "lekarki z powolania" uroslo to do rangi sensacji - zaczela na mnie krzyczec, ze za granica sobie siedze i akcent mam angielski (ta pani nie zna chyba obcych jezykow, bo mialam napuchniete dziaslo po leczeniu implantologicznym), nie wzbranialam sie przed oplata z tytulu wykonanych badan. Na koniec przepisala mi srodek przeciwbolowy, nie wnikajac w istote choroby ale w to, ze mamza niego zaplacic, bo "laski nie robie" jak to ujela prostacko. W szpitalu panowal straszny chaos, osoby, ktore przyszly ostatnie, przyjmowane byly jako pierwsze, bo pielegniarki donosily karty pacjentow, ktore kladzione byly nie w kolejnosci przybycia ale jako pierwsze do rozpatrzenia. Zawsze czulam sie dumna z bycia Polka ale prostactwo lekarzy, napuszonych posrod prostych ludzi i glupawych podlizujacych sie im pielegniarek, wzbudzilo we mnie poczucie wstydu za kraj. Czulam ogromny bol. Widzialam obok starsze zastraszone i laszace sie panie, oczekujace cierpliwie na swoja kolej. Misyjny zawod, na pewno nie jest wykonany z powolaniem, ludzie ktorzy go wykonuja zapomnieli dawno, ze sluza zdrowiu ludzkiemu. Lekarka, przychodzi do pracy zademonstrowac swoje pomalowane paznokcie, make up, zlote branzoletki i garsonke wystajaca spod fartucha, wysluchac plotek z gminy - ostatnie o czym mysli to przyniesc ulge cierpiacym czy zwykla ludzka zyczliwosc. Te zostawia chyba na czas, gdy przyjmuje prywatnie w swoim gabinecie po etacie w szpitalu.
przepraszam za litewrowki, hipochondrie zwlaszcza ;)
na temat szpitala w minsku mozna napisac powiesc, choc bardziej odpowiednia bylaby ksiega kondolencyjna z uwagami pacjentow zadedykowana ministrowi zdrowia i lekarzom w minsku....
kamila
Tak, pogotowie ratunkowe na terenie szpitala w Minsku Mazowieckim to najgorszy punkt medyczny tego typu, jaki w zyciu spotkalam!
Trafilam tam w wakacje 2010 roku z zapaleniem ostrym zoladka, nie moglam wyprostowac sie, chodzic, samodzielnie umyc.Nie naleze do osob ze sklonnosciami do hipohondrii, placowka byla dla mnie jedynym rozwiazaniem, bo przenikliwy bol nie mijal od kilku dni, a na codzien mieszkam poza granicami kraju, dlatego zdana bylam na szukanie tam ratunku. Po oczekiwaniu 3 godzin w kolejce, z powodu wadliwej rejestracji pacjentow przez recepcjonistki w okienku wybitym wysoko w scianie, przyjeta zostalam przez wytapetowana babe (trudno mi wspominac te pania jako kobiete), ktora najpierw zaczela mnie wypytywac, co robie, gdzie mieszkam, zaintrygowana faktem, ze nie mam ubezpieczenia w Polsce. Dla mnie byla to wylacznie wiadomosc o charakterze administracyjnym ale w ustach "lekarki z powolania" uroslo to do rangi sensacji - zaczela na mnie krzyczec, ze za granica sobie siedze i akcent mam angielski (ta pani nie zna chyba obcych jezykow, bo mialam napuchniete dziaslo po leczeniu implantologicznym), nie wzbranialam sie przed oplata z tytulu wykonanych badan. Na koniec przepisala mi srodek przeciwbolowy, nie wnikajac w istote choroby ale w to, ze mamza niego zaplacic, bo "laski nie robie" jak to ujela prostacko. W szpitalu panowal straszny chaos, osoby, ktore przyszly ostatnie, przyjmowane byly jako pierwsze, bo pielegniarki donosily karty pacjentow, ktore kladzione byly nie w kolejnosci przybycia ale jako pierwsze do rozpatrzenia. Zawsze czulam sie dumna z bycia Polka ale prostactwo lekarzy, napuszonych posrod prostych ludzi i glupawych podlizujacych sie im pielegniarek, wzbudzilo we mnie poczucie wstydu za kraj. Czulam ogromny bol. Widzialam obok starsze zastraszone i laszace sie panie, oczekujace cierpliwie na swoja kolej. Misyjny zawod, na pewno nie jest wykonany z powolaniem, ludzie ktorzy go wykonuja zapomnieli dawno, ze sluza zdrowiu ludzkiemu. Lekarka, przychodzi do pracy zademonstrowac swoje pomalowane paznokcie, make up, zlote branzoletki i garsonke wystajaca spod fartucha, wysluchac plotek z gminy - ostatnie o czym mysli to przyniesc ulge cierpiacym czy zwykla ludzka zyczliwosc. Te zostawia chyba na czas, gdy przyjmuje prywatnie w swoim gabinecie po etacie w szpitalu...